Albumy ze zdjęciami przeszły do lamusa. Fotografujemy cyfrowo, najczęściej telefonem. Czy dzisiejsi trzydziestolatkowie będą mieli coś do pokazania wnukom? Czy za dwieście lat zostaną po nas tylko śmieci?

„Nie chcemy, żeby nasze cyfrowe życia zniknęły. Jeśli chcemy je zachować, musimy mieć pewność, że cyfrowe obiekty, które tworzymy dzisiaj, będą mogły być odczytywane w dalekiej przyszłości” – stwierdził Vint Cerf, były wiceprezes Google’a.

Tylko jak to zrobić? Nośniki danych cyfrowych mają ograniczoną żywotność. Doczekaliśmy się „śmierci” dyskietki. Płyty CD, już coraz mniej popularne, ale wciąż w użyciu, po dziesięciu latach mogą się zacząć degradować, nawet jeśli przechowujemy je w dobrych warunkach.

Jakby tego było mało, pewne formaty plików po jakimś czasie przestają być wspierane. W przyszłości mogą być trudne do odczytania, bo zupełnie się zmienia software, czyli oprogramowanie. Specjalista od archeologii cyfrowej pewnie je odczyta, ale dla przeciętnego człowieka może to być niezwykle trudne.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej