Natalia Mierzewska, wnuczka Olgi Krzyżanowskiej: – Babcia nigdy nie upiekła nam ciasta i nie wydziergała szalika. Na dobranoc śpiewała piosenki o ułanach i cyganach, co pędzili z wiatrem. Na sylwestry waliły do nich tłumy poprzebieranych w dziwaczne stroje i pióra, dom był w balonach i serpentynach, sączyła się „trójkowa” muzyka, a nam wolno było nie spać do północy. Później, kiedy na moich studiach zagubiło się gdzieś podanie o urlop dziekański i wyglądało na to, że trzeba będzie zapłacić górę pieniędzy, pojawiła się z rodowymi srebrami w reklamówce i kazała mi je sprzedać, żeby spłacić dług, i nic nie mówić mamie.

Pozostało 92% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej