Donald Tusk – ur. w 1957 r., – przewodniczący Rady Europejskiej, były premier Polski

Donata Subbotko: Przylepili panu „haratanie w gałę”. Ma pan coś przeciwko?

Donald Tusk: Wręcz przeciwnie. Dla kogoś, kto kocha piłkę, taka etykietka to powód do dumy.

Lubią tym dokuczać. Futbol wyrzuca się poza kulturę, stawia w kontraście do kultury wysokiej.

– Fałszywa opozycja. To są różne sprawy, ale nie w konflikcie ze sobą. Można słuchać Bacha, będąc zawziętym kibicem, czy grać w Manchesterze United i w ambitnych filmach. Eric Cantona na przykład zagrał w „Szukając Erica” Kena Loacha. A w starożytnej Grecji dopiero by się zdziwili, że ktoś oddziela sport od poezji i muzyki.

Bieganie za piłką ma początki w pana ulubionej starożytności, ale pana pierwsze ważne futbolowe skojarzenie jakie jest?

– Listopad 1967 roku, czarno-biały telewizor Aladyn. Hubert Kostka broni karnego w meczu Dynamo Kijów – Górnik Zabrze, przy dobitce niemiłosiernie skopany przez nomen omen Chmielnickiego. Do dzisiaj pamiętam skład. Polska dzieliła się wtedy na dwa obozy: Górnika i Legii. U mnie w domu panował kult Górnika.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej