Z Anną Widur (doktor nauk matematycznych, dydaktyczka, członkini Polskiego Towarzystwa Matematycznego i Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki. Jest adiunktem w Studium Pedagogicznym UJ i dyrektorem w krakowskiej szkole matematyki Alfa) rozmawia Olga Szpunar

OLGA SZPUNAR: Pomnóż trzy ołówki przez pięć długopisów i zapisz wynik. Takie zadanie dostał w szkole pani znajomy drugoklasista.

ANNA WIDUR: Cóż, powiedziałam, żeby zapytał panią, czy na pewno dobrze zanotował polecenie. Zapytał. Pani przeprosiła. Powiedziała, że miało być „trzy ołówki razy pięć ołówków”. Wtedy już zupełnie opadły mi ręce. Bo oboje zgodnie uznali, że teraz już jest dobrze, a prawidłowy wynik to 15 ołówków.

Jeśli nauczyciel tak ilustruje mnożenie, to uczeń nie ma szans, żeby sensownie sobie wyobrazić, co właściwie zlicza. Mętlik jest jeszcze większy, jeśli dziecko odniesie to do swojej intuicji, że mnożenie można potraktować jako sprytny sposób zastępujący wielokrotne dodawanie tej samej liczby.

Ostatnio rodzice pewnej uczennicy pokazali mi klasówkę z zadaniem: „Narysuj prostokąt o obwodzie 20 cm”. Dziecko narysowało kwadrat o boku 5 cm. Nauczyciel napisał pod spodem czerwonymi literami: „Kwadrat to nie prostokąt”. Jak to nie? Jest szczególnym rodzajem prostokąta. Każdy kwadrat jest prostokątem, ale oczywiście nie każdy prostokąt jest kwadratem, każdy kwadrat jest rombem, ale nie każdy romb jest kwadratem, zaś jeśli czworokąt jest równocześnie i rombem, i prostokątem, to musi być kwadratem.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej