„Drogi Olegu Gienadjewiczu! Jestem zachwycony Pańską odwagą i Pańską wytrwałością. W Rosji jest wielu ludzi, którzy całym sercem są z Panem. Wstyd tylko, że totalitarny reżim, szarganie własnej konstytucji to w Rosji nie tylko nasza bieda, ale coś znacznie więcej - nasza wina. Nie trzeba nam wybaczać”.

To list Siergieja Kowaliowa, najbardziej znanego rosyjskiego obrońcy praw człowieka, skierowany przed kilkoma dniami do Ołeha Sencowa, ukraińskiego reżysera, mieszkańca Krymu, dzisiaj więźnia politycznego odsiadującego w rosyjskim łagrze wyrok 20 lat więzienia. Sencow od przeszło trzech tygodni prowadzi głodówkę, ale nie jest to protest we własnej sprawie - żąda uwolnienia z rosyjskich więzień wszystkich ukraińskich więźniów politycznych.

Kilka dni temu Siergiej Szarow-Delaunay, inny rosyjski obrońca praw człowieka, mówił w radiu Swoboda: „On pójdzie do końca. Nawet jeśli Rosja wsadzi go w samolot i wyśle na Ukrainę, on tę głodówkę będzie prowadzić dalej. (…) Uratować Sencowa można więc, tylko zwalniając 64 więzionych Ukraińców”.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej