Prof. Anna Wolff-Powęska - historyk idei, politolog, pracuje na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. Wydała m.in. „A bliźniego swego... Kościoły w Niemczech wobec »problemu żydowskiego«”, „Pamięć - brzemię i uwolnienie. Niemcy wobec nazistowskiej przeszłości (1945-2010)”.

Dekady poprzedzające bezpośrednio wybuch I wojny światowej to czas, kiedy miejsce Biblii zajmuje historyk, a jednocześnie następuje detronizacja historii wyłącznie jako zbioru życiowych doświadczeń. Odkryto, że nie jest ona skamieliną, lecz procesem otwartym na interpretację zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość. I dla historii jako nauki, i dla polityki był to przełom o dalekosiężnych skutkach. Poszerzyły się możliwości badawcze, ale też możliwości wykorzystania nauk historycznych w przestrzeni publicznej i polityce.

Fakt, że wyemancypowanie się historii zbiegło się w czasie z intensyfikacją aspiracji niepodległościowych pozostającej pod zwierzchnością zaborców Polski, podobnie jak i pozostałych narodów Europy Środkowo-Wschodniej, rzutował w znacznej mierze na charakter ówczesnej historiografii. Historycy, głównie szkoły krakowskiej, tworzyli mit narodu, który dla dobra ludzkości staczał przez wieki boje z zaborczym światem Zachodu i Wschodu, spełniając posłannictwo obrony dzieła Bożego. Polakom przypisywano niesienie idei wolności i cywilizacji „na szerokie przestrzenie Wschodu”, jednocześnie „obronę świata słowiańskiego przed niemieckim”; z dumą wynoszono polskie „zapasy z półksiężycem” i z „dziczą moskiewską”.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej