Z dr. Magdaleną Tomaszewską--Bolałek  ( orientalistka, kierownik Food Studies na Uniwersytecie SWPS, autorka książek: „Tradycje kulinarne Japonii”, „Japońskie słodycze”, „Tradycje kulinarne Korei” i „Polish Culinary Paths”. Zdobywczyni kilku Gourmand World Cookbook Awards, Prix de la Littérature Gastronomique, chińskiej Diamond Cuisine Award i Nagrody Magellana. Zajmuje się badaniami nad historią i antropologią jedzenia, dyplomacją oraz turystyką kulinarną. Prowadzi blog Kuchniokracja) rozmawia Anita Karwowska

ANITA KARWOWSKA: Gdybyśmy rozmawiały 25 lat temu, jak opisałaby pani picie Polaków?

DR MAGDALENA TOMASZEWSKA-BOLAŁEK: Powiedziałabym, że do picia, tak jak w czasach PRL, wciąż potrzebujemy okazji. A jednak pijemy dużo, ale mniej niż w latach 50. Okazji jest wiele: imieniny – własne lub kolegów z pracy – chrzciny, pogrzeby, Dzień Kobiet... Piją głównie mężczyźni. I raczej do upojenia. Przeważnie wódkę, co ma bogatą peerelowską historię. Mijają lata, a wciąż krążą legendy o tym, że za koncert w Warszawie w 1967 r. The Rolling Stones dostali od państwa wagon wódki.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej