Z Karolem Trammerem ( geograf, specjalista od rozwoju regionalnego i transportu publicznego. Założyciel dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”), rozmawia Michał Wilgocki

MICHAŁ WILGOCKI: „Na peronie marnuje mi się życie” – marudzą ludzie na Facebooku. I faktycznie, nie ma miesiąca, żeby nie było słychać o jakimś spektakularnym opóźnieniu pociągu. Z drugiej strony od kilku lat można już zarezerwować miejsce, czasem jest klimatyzacja, prąd, nawet wi-fi, do kilku miast koleją dotrę szybciej niż samolotem. Gdzie jesteśmy?

KAROL TRAMMER: Odbijamy się od dna. Degradacja kolei zaczęła się w latach 80., w kolejnej dekadzie urosła do rozmiarów ekstremalnych. Polska zlikwidowała jedną czwartą swojej sieci kolejowej. Nie ma w Europie drugiego państwa, które tak ogołociłoby się z infrastruktury. To nie może się odbyć bez konsekwencji. Im mniejsza sieć połączeń, im mniejsza penetracja kraju przez kolej, tym mniej pasażerów.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej