Z Karolem Trammerem ( geograf, specjalista od rozwoju regionalnego i transportu publicznego. Założyciel dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”), rozmawia Michał Wilgocki

MICHAŁ WILGOCKI: „Na peronie marnuje mi się życie” – marudzą ludzie na Facebooku. I faktycznie, nie ma miesiąca, żeby nie było słychać o jakimś spektakularnym opóźnieniu pociągu. Z drugiej strony od kilku lat można już zarezerwować miejsce, czasem jest klimatyzacja, prąd, nawet wi-fi, do kilku miast koleją dotrę szybciej niż samolotem. Gdzie jesteśmy?

KAROL TRAMMER: Odbijamy się od dna. Degradacja kolei zaczęła się w latach 80., w kolejnej dekadzie urosła do rozmiarów ekstremalnych. Polska zlikwidowała jedną czwartą swojej sieci kolejowej. Nie ma w Europie drugiego państwa, które tak ogołociłoby się z infrastruktury. To nie może się odbyć bez konsekwencji. Im mniejsza sieć połączeń, im mniejsza penetracja kraju przez kolej, tym mniej pasażerów.

Menedżerowie na kolei uważali, że człowiek jakoś dotrze do najbliższej stacji, wsiądzie w pociąg dalekobieżny i nadal będzie ich klientem. Nic podobnego. Jeśli w miejscowości nie ma stacji, to do kupna samochodu już tylko jeden krok. Jeśli pasażer nie może wsiąść do pociągu pod domem w Kożuchowie czy Szprotawie, prędzej niż później przestanie być pasażerem.

Jedna czwarta sieci – to robi wrażenie.

– Jeszcze większe, gdy opowiemy to na liczbach. W 1990 r. mieliśmy 26 tys. km kolei. Teraz – 19 tys. Likwidację zaczęliśmy od czegoś, co Czesi nazywają „lokalkami”, czyli od kilkunastokilometrowych linii, które doprowadzały ruch z miejscowości na uboczu do większych stacji.

Ale trzeba jeszcze dodać, że nawet te 19 tys. km dobrze nie oddaje naszego stanu posiadania. Bo poza fizycznym demontażem linii i linią zlikwidowaną, która zarasta w środku lasu, jest jeszcze linia zawieszona. Po której nie jeżdżą pociągi, ale jest wliczana do sieci. W efekcie dziś funkcjonuje może połowa tego, co mieliśmy w latach 90., a równia nadal się pochyla. Niedawno na przykład zdemontowano linię z Brodnicy przez Golub-Dobrzyń do Kowalewa Pomorskiego.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej