Grudzień 2017 r. Trwa gala 25-lecia Polsatu. Na scenie Robert Górski jako prezes i Cezary Pazura jako wicepremier Gliński. – Jest taka telewizja Polsat – zaczyna Pazura-Gliński. – Różnie by o nich mówić, ale od nich wychynął nasz wiceminister kultury. No i oni zapraszają, czyby prezes nie zaszczycił. Byliby tacy szczęśliwi.

– Osobiście to nie – mówi prezes – ale skoro oni dali nam kogoś od siebie, to i my im damy kogoś od siebie – dodaje. Sala umiera ze śmiechu. – Przyjdzie czas, a Zbyszek [zapewne: Ziobro] kogoś tam uruchomi – dorzuca prezes.

Dziś w Polsacie dziennikarze puszczają sobie ten skecz, ale już się nie śmieją. – Prorok, no prorok po prostu – mówią o Górskim.

PRZECZYTAJ TAKŻE: "Wyścig zbrojeń trwa". Jaką część tortu zyskuje Polsat

Rewolucja personalna

Jeszcze w listopadzie Zygmunt Solorz mówił swoim ludziom, że nikt się żadnymi naciskami nie przejmuje, a każdą władzę Polsat przetrwa. Ale w połowie marca tego roku od zarządzania programami informacyjnymi i publicystyką został odsunięty dotychczasowy dyrektor Henryk Sobierajski, jeden z najbardziej zaufanych ludzi właściciela stacji. Miliarder delegował go do rad nadzorczych w innych segmentach swojego imperium, np. do Zespołu Elektrowni PAK.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej