Dr Elżbieta Korolczuk – pracuje na Uniwersytecie Södertörn w Sztokholmie, bada ruchy społeczne, obywatelstwo i rodzicielstwo. Jej najnowsza publikacja to książka „Civil Society Revisited: Lessons from Poland” (z Kerstin Jacobsson, Berghahn Books, 2017). Działa w ruchu kobiecym, należy do rady fundacji Akcja Demokracja i jest członkinią stowarzyszenia Dla Naszych Dzieci

Jesienią zeszłego roku kobiety, które miały dość poniżania i molestowania, wskazały palcem sprawców i powiedziała: takich ludzi jest więcej. Zwykle echo takich odważnych gestów cichło po kilku dniach, tygodniach. Tym razem było inaczej. Poszły za nimi setki osób opowiadających, często po raz pierwszy w życiu, o swoich doświadczeniach – od obleśnych komentarzy po zbiorowe gwałty.

Dziś, przeszło pół roku od pierwszych hasztagów #MeToo, warto się zastanowić: co dalej? Czy w Polsce możemy się czegoś nauczyć na podstawie doświadczeń kobiet w innych krajach?

Słyszymy głosy, że akcja ma charakter rewolucyjny, ale brak zgody co do tego, jakie skutki może przynieść w dalszej perspektywie. A w polskim ruchu kobiecym zamiast dyskusji mamy konflikt. W mediach społecznościowych odbywa się wymiana ciosów, w której zajęcie stanowiska jest traktowane jako deklaracja politycznego zaangażowania po „tej” albo „tamtej” stronie, a próby poddania tego, co się wydarzyło, krytycznemu namysłowi uznawane są za atak na ofiary przemocy seksualnej.

PRZECZYTAJ TAKŻE: #MeToo. Rok 2017 to przełom: kończy się dominacja twardziela. Kobiety mają dość

Kontrowersje dotyczą głównie listu otwartego „Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach polskiego #MeToo” opublikowanego w listopadzie 2017 r. Napisany przez pięć kobiet, które „połączyła wspólnota doświadczeń związanych z dwoma lewicowymi przedstawicielami świata mediów”, opisywał wiele zachowań: od seksistowskich komentarzy po przemoc fizyczną i gwałt. Autorki oskarżyły dwóch mężczyzn, z których jeden, Michał Wybieralski, przyznał się do winy i został wyrzucony z „Wyborczej”, drugi zaś, Jakub Dymek z „Krytyki Politycznej”, wydał oświadczenie, w którym zadeklarował: „Wszystkie osoby, które potraktowałem w sposób seksistowski, arogancki, napastliwy, przykry, poniżający – szczerze przepraszam”, ale odrzucił oskarżenie o gwałt i złożył w sądzie sprawę o pomówienie. To głównie w kontekście oskarżeń wobec Dymka pojawiły się wątpliwości, wyrażone choćby w tzw. liście ludzi kultury, w którym padło stwierdzenie, że „bezwarunkowe wsparcie dla ofiar przemocy nie może oznaczać zgody na stosowanie mechanizmów publicznego linczu oraz odbierania oskarżonym prawa do obrony”.

Pozostało 83% tekstu
To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.