Dzisiaj wszyscy mówią tu o Gwieździe. W Jerozolimie i w Tel Awiwie, w Berszewie na pustyni Negew, w Efracie, w Ofrze, w Tekoi czy w Szilo oraz w innych żydowskich osiedlach na Zachodnim Brzegu, które niektórzy zwą Terytoriami Okupowanymi, a inni – Judeą i Samarią, sercem Erec Israel, ofiarowanym narodowi wybranemu przez samego Boga. Rozprawiają o Gwieździe w Netanjii nad Morzem Śródziemnym, gdzie pośród piaszczystych wydm, kilkadziesiąt metrów plaży, rosną eleganckie apartamentowce, i w Hercliji, na dusznych podwóreczkach, nasiąkniętych solą i morską wodą, między blokami z lat 60., ciasnymi, bo wówczas budowano oszczędnie.

Niby nic dziwnego, gdyż o Gwiazdach rozmawia się zawsze i wszędzie. Lecz zazwyczaj nie w ten sposób.

Tu nikt nie komentuje kreacji Gwiazdy, jej stylu życia, nowej posiadłości w Malibu i czy to dobrze, że sfotografowała się z cierpiącymi dziećmi w Afryce. Spór nie dotyczy tego, czy na ostatniej gali rozdania Oscarów sukienka Gwiazdy była za krótka albo nadmiernie skromna. Nic z tych rzeczy, tak zajmujących, że warto poświęcić im kilka chwil nad weekendowym sznyclem lub przy drinku.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej