Wojciech Cieśla - dziennikarz „Newsweeka”, od 2016 r. działa w projekcie Investigate Europe

Na początku stycznia do skrzynek ponad 10 tys. liderów biznesu na wszystkich kontynentach wpada ten sam list. Nadawca - sympatyczny biznesmen z Nowego Jorku - pisze w tonie, jakiego nikt w korporacjach nie używa: właściciele kapitału od czasu kryzysu sprzed dekady osiągają coraz większe zyski, podczas gdy wielu ludzi skazanych jest na powolny wzrost płac i żałosne emerytury. „To powoduje strach i polaryzację” - ubolewa autor. I napomina: firmy powinny przynosić korzyści wszystkim - akcjonariuszom i pracownikom, klientom i społeczeństwom.

List brzmi jak lewicowy manifest, ale jego autorem jest jeden z największych rekinów światowej gospodarki - miliarder Laurence Fink. Jego BlackRock, olbrzymi konglomerat finansowy (14 tys. pracowników w 30 państwach,) zarządza kapitałem powierzonym przez klientów - banki, fundusze emerytalne, rządy i osoby prywatne - ze 100 krajów.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej