Artur Andrus – ur. w 1971 r., dziennikarz radiowy, tekściarz, piosenkarz, satyryk. Od 1994 r. związany z radiową Trójką, był jednym z jej najbardziej charakterystycznych głosów. Odszedł jesienią zeszłego roku, gdy dyrekcja kazała mu wybierać między Polskim Radiem a występami w „Szkle kontaktowym”. Wydał świetnie przyjmowane płyty poetycko-humorystyczne „Łódzka”, „Myśliwiecka”, „Cyniczne córy Zurychu”. Właśnie wyszła najnowsza – „Sokratesa 18”

Pomóżmy Andrusowi i Nogasiowi wymyślić "hymn reprezentacji". Zapraszamy do zabawy na facebook.com/wyborcza

Michał Nogaś: „Co to za rynek bez katarynek i gdzie te noce bez chwili snu? Co to za rynek bez katarynek? Co to za wiosna bez bzu”. Pierwsza piosenka na nowej płycie i od razu nostalgiczna. Chyba nawet bardziej niż „Stargard in the Night”.

Artur Andrus: Można powiedzieć, że to utwór programowy. Rzeczywiście ja trochę uchodzę za takiego z poprzedniej epoki. Przypuszczam, że jak przyjeżdżam na jakieś spotkanie, to ludzie się rozglądają, gdzie zaparkowałem konia, i czekają, aż wyjmę gęsie pióro do notatek. Ale chcę uspokoić, że staram się z tą nostalgią walczyć. Za każdym razem, kiedy chcę pojechać na spotkanie konno, przypominam sobie Przegląd Piosenki Aktorskiej sprzed wielu, wielu lat i pewną starszą piosenkarkę w jury, która narzekała: „No, ta klimatyzacja to dramat, bo to przecież zapalenie płuc od razu, a przez te szlabany na osiedlach, to karetki pogotowia nie mogą przejeżdżać, a muszą przyjeżdżać, bo ludzie chorują od telefonów komórkowych”. I tak jedna straszna nowa rzecz szła za drugą straszną nową rzeczą.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej