Kaja Puto z Ostritz, Niemcy

W piątek rano ulice Ostritz wymiotło do czysta. Nie żeby na co dzień zsuwające się w dolinę Nysy Łużyckiej miasteczko tętniło wielkomiejskim życiem, ale gdy mijamy rzędy okien zaślepionych metalowymi roletami, nie spotykamy nikogo. Z oświetlonej słońcem witryny uśmiecha się gipsowy rzeźnik z tasakiem w dłoni. Ale nawet mięsny w Ostritz jest dziś zamknięty.

Jedni powyjeżdżali na weekend, drudzy pozamykali się w domach. Ale miasteczko wkrótce się zaludni. W przeciwnym kierunku suną policjanci i dziennikarze z całych Niemiec. Wieczorem nad Nysą rozpocznie się festiwal Schild und Schwert, Tarcza i Miecz. Koncerty, przemówienia skrajnie prawicowych polityków, zawody MMA pod tytułem „Walka Nibelungów” i konwent tatuażu. Motto festiwalu: „Reconquista Europe”.

Neonazistowska impreza jest legalna, bo niemiecka konstytucja gwarantuje obywatelom wolność zgromadzeń. Dopiero kiedy złamią prawo, policja może interweniować. W ciągu kolejnych dwóch dni zrobi to ponad 70 razy. Na razie jednak rozstawia się w mieście, bo festiwalowi towarzyszyć – a raczej sprzeciwiać się – będą dwa inne. Na rynku – festyn z kiełbasą, premierem Saksonii i występami chóru (Festiwal Pokoju), na łące nieopodal – punk, ska i antyfaszystowskie wiece („Prawica nie przejdzie”).

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej