Mark Zuckerberg, blady, z pustym wejrzeniem, i podpis: „To spojrzenie, gdy po prostu chciałeś wygodniejszej metody, by oceniać dziewczyny po wyglądzie, a skończyło się na zainstalowaniu faszystowskiego rządu w najpotężniejszym państwie świata” – to jeden z memów po przesłuchaniach twórcy i szefa Facebooka przed Kongresem.

Może to lekka przesada, ale rzeczywiście, tak w wielkim skrócie można podsumować dotychczasową ścieżkę Zuckerberga i jego dziecka.

W raptem 14 lat od studenta z pomysłem na prosty, lekko kosmaty serwisik dla kolegów do jednego z najpotężniejszych biznesmenów – jeśli nie ludzi – świata.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej