Wyjechaliśmy koło południa w kierunku zachodnim drogą wojewódzką nr 780, przez Liszki, Brodła, Alwernię, Babice i Libiąż, omijając po raz pierwszy od dawna autostradę. Wiało pięknie, a z niskich chmur lała się niejasna substancja, coś, co nie było już deszczem, ale też jeszcze nie śniegiem. Stężenie szarości osiągnęło poziom alarmowy – pomyślałbyś, że jeszcze chwila, a przeleje się przez wały i zatopi świat. Mimo to nie miałem pretensji. Zima, bezśnieżna i znużona, roztaczała się dookoła niczym rozlewisko z niewidocznym brzegiem.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej