Netflix zawiódł

Coś, co miało być przebojem na miarę „House of Cards”, wyrafinowaną, olśniewającą pomysłem i aktorstwem inspiracją wieloletnich debat o fundamentalnych zjawiskach, okazało się słabym serialem s.f. z aktorem wyciosanym w drewnie w pierwszoplanowej roli.

Zawód jest tym boleśniejszy, że oczekiwania nie bez powodu były wielkie. „Modyfikowany węgiel” inspirowany powieścią Richarda Morgana rozgrywa się w dalekiej przyszłości, a obraca wokół nowego wcielenia Świętego Graala naszej cywilizacji, czyli przedmiotu dającego ludzkości życie wieczne.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej