Można „Skazy na pancerzach” potraktować jako publikację historyczną. Docenić, że prawicowy dziennikarz i historyk pochylił się nad zbrodniami dokonanymi przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego i wyliczył te wszystkie zbrodnie, których dokonały oddziały „Łupaszki”, „Szarego” „Burego”, „Ognia” czy „Wołyniaka”. To portret złożony: nienawiści etnicznych, wojennego obłędu, wybierania większego zła. Czasem również głupoty – to ze „Skaz…” dowiedziałem się, że z rozkazu „Szarego” zamordowano sześciu Niemców z Wehrmachtu, którzy dawszy nogę z sowieckiego obozu jenieckiego, tak chcieli dalej walczyć z bolszewikami, że wstąpili do... Narodowych Sił Zbrojnych, gdzie najpierw przyjęto ich „z otwartymi ramionami”, a potem zamordowano.

PRZECZYTAJ TAKŻE: IPN promuje film o "Burym". "Nie chciał mordować kobiet i dzieci"

W tej perspektywie książce Piotra Zychowicza niczego nie brakuje. Napisana jest tak, jak powinna być napisana książka publicysty historycznego – obrazowo, dynamicznie, ciekawie. Jest tu wyraźna perspektywa autora, ale nie ma ani „publicznie i wbrew faktom” przypisywania Polakom odpowiedzialności za cudze zbrodnie, ani wybielania wbrew faktom, ani powszechnego na prawicy tłumaczenia rzeczy, których wytłumaczyć się nie da – na przykład decyzji „Łupaszki”, który w odwecie za śmierć polskich cywilów z Glinciszek dokonał rzezi litewskich mieszkańców wsi Dubinki. Zginęło tam 27 osób: sześciu mężczyzn, dziewięć kobiet, dwanaścioro dzieci, a ofiary przed śmiercią pytano: „Kto jesteś, Polak czy Litwin?”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej