Opowieści zebrał Wojciech Karpieszuk

Frasyniuków jest więcej. Dziś 472, w tym 226 z pierwszymi wyrokami – na razie grzywny – ale będzie ich przybywało. Wzywanych na przesłuchania i zaocznie sądzonych pod zarzutami „zakłócania wydarzeń”, „wzbudzania zainteresowania”, „działalności ulicznej”, „utrudniania obowiązków funkcjonariuszowi”, „wspierania przesłuchiwanych”.

Władysław Frasyniuk wyprowadzony z domu w kajdankach o szóstej rano był sygnałem wysłanym właśnie im, nieposłusznym obywatelom, i wszystkim, którzy chcieliby pójść w ich ślady: patrzcie, możemy z kimś takim zrobić, co chcemy, więc co możemy zrobić z wami? Anonimowymi obywatelami, których aresztowania nie pokażą w telewizji?

Musimy przypominać o wszystkich, którzy unosili białe róże na miesięcznicach w proteście przeciwko kłamstwu i nienawiści. Blokowali faszystów na Marszu Niepodległości. Psuli dobry humor Jarosławowi Kaczyńskiemu, pikietując pod jego domem. Próbowali zapobiec grodzeniu Sejmu. Zatrzymywali aroganckich przedstawicieli władzy po nocnych głosowaniach w sprawie budżetu czy sądów, z których każde zasługiwało na miano zamachu stanu. Albo po prostu rozdawali ulotki z zaproszeniem na demonstracje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej