Wcześniej czy później tak musiało się stać. „Dobra zmiana” obchodziła dotychczas muzeum KL Auschwitz-Birkenau szerokim łukiem, nie otwierała kolejnego frontu, choć niewątpliwie obóz jest dla niej solą w oku. Prominentni politycy nie powiedzą tego wprost, ale fakty pozostają nieubłagane: w ubiegłym roku minister kultury Piotr Gliński zdecydował, że powstanie sieć muzeów pokazujących, jak Polacy pomagali Żydom. Jedno z takich muzeów ma działać w bezpośrednim sąsiedztwie byłego obozu Auschwitz, na terenie dawnego szpitala i kantyny obozowej. Według Glińskiego w czasie wojny Żydów ratowały „setki tysięcy” Polaków (skąd to wyliczenie – pojęcia nie mam, gdyby Polacy tak ochoczo ratowali Żydów w czasie wojny, powojenne akta nie roiłyby się od opisów morderstw na Żydach polskimi rękami). Podobno – o tym Gliński wprost nie mówi, ale jaki inny powód mógłby zaważyć na tej decyzji – cierpienie Polaków w czasie wojny nie jest dostatecznie znane i doceniane, czytaj: palma pierwszeństwa w tych zawodach przypada komu innemu, a na to naszej zgody być nie może.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej