ALEKSANDRA SZYŁŁO: 100 tys. kobiet rocznie dokonuje w Polsce aborcji w podziemiu. Ponad 50 proc. zakażonych HIV nie wie o wirusie. Wracają choroby weneryczne. Ok. 17 tys. nastolatek rocznie rodzi dziecko. To są dane Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Potrzebujemy edukacji seksualnej. Tymczasem nasi politycy, nie tylko z PiS, ale też z sejmowej opozycji, działają na rzecz tego, by sytuacja się nie zmieniła. Choć na ustach mają „ochronę życia”.

ALEKSANDRA JÓZEFOWSKA: Chciałabym, żeby każdy z polityków, którzy decydują o dostępie do edukacji seksualnej oraz o jej jakości, przez jeden dzień popracował w naszym telefonie zaufania lub poodpowiadał na pytania zadawane na forum. Porozmawiał z młodzieżą, która do nas pisze i dzwoni, wsłuchał się w problemy i spróbował zaradzić, wziąć odpowiedzialność. Może wtedy skontaktowaliby się z rzeczywistością nastolatków. Bo u masy polityków widzę naiwną postawę życzeniową: zaprowadzimy porządek i tak będzie.

A jeśli to nie jest naiwność, to musi być cynizm i hipokryzja: „wiem, że będzie jak dotychczas albo gorzej, ale z jakiegoś powodu i tak do tego dążę”. Gdyby tak było, ciekawa jestem bardzo, jakie to powody.

PRZECZYTAJ TAKŻE: O seksie w szkole? Lepiej spytać tatę. Edukacja seksualna według PiS

Pracuje pani w Pontonie od szesnastu lat, prowadząc także zajęcia z edukacji seksualnej dla młodzieży w szkołach. Czy od czasu dojścia do władzy PiS coś się dla was zmieniło?

– Przez pierwszy rok mieliśmy mniej zamówień. Mogę się domyślać, że część dyrektorów i nauczycieli wolała przeczekać, zobaczyć, kto zostanie nowym kuratorem, na co będzie można sobie pozwolić. Ale zamrożenie nie trwało długo. O nasze zajęcia zaczęli zabiegać na własną rękę rodzice z całej Polski. Takiego popytu z ich strony nie mieliśmy jeszcze nigdy w naszej historii.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej