Prof. Zbigniew Szawarski – emerytowany profesor UW, pracuje w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – PZH. Przewodniczący Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN

AGNIESZKA KUBLIK: To wydarzyło się naprawdę, w Stanach, w Maine, w latach 70. Syn państwa H. urodził się z wadami. Bez lewego oka i ucha, ze zdeformowaną ręką. Kręgi nie były zamknięte. Dziecka nie można było karmić, bo cierpiało na przetokę tchawiczno-przełykową, powietrze przedostawało się do żołądka, a treść żołądkowa do płuc. Już po pierwszym dniu życia rozwinęło się zapalenie płuc, pogorszyły się odruchy. Podejrzewano, że wskutek niewydolności krążenia doszło do rozległych uszkodzeń mózgu. Dość łatwo można było zoperować przetokę tchawiczno-przełykową, ale rodzice nie wyrazili zgody. Uznali, że deformacja dziecka jest zbyt głęboka, nie warto przedłużać mu męki. Kilku lekarzy miało inne zdanie i wnieśli sprawę do sądu. Sędzia sądu najwyższego stanu Maine orzekł, że „od momentu urodzenia istnieje istota ludzka uprawniona do pełnej ochrony ze strony prawa”. I kto tu był etyczny, panie profesorze?

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej