Michał Bilewicz – psycholog społeczny, profesor na Wydziale Psychologii UW, gdzie kieruje Centrum Badań nad Uprzedzeniami

AGNIESZKA KUBLIK: A pan wątpi w autorytaryzm mieszkańców Miastka?

DR MICHAŁ BILEWICZ: Bo anarchistyczna potrzeba „rozwalenia tego wszystkiego” – jak mówią mieszkańcy Miastka – jest głęboko niezgodna z tym, co psychologia traktuje jako naturę i absolutną podstawę autorytaryzmu, czyli przywiązanie do norm, zasad, konwencji, prawa. Samo pojęcie autorytaryzmu wymyślono, by lepiej zrozumieć dojście do władzy Hitlera i poparcie dla jego działań przez ludzi owładniętych praworządnością.

Taki Eichmann, który dokonuje zbrodni zza biurka, tłumaczy sobie i innym, że takie było prawo, a on je szanował.

Ten szacunek, ba, posłuszeństwo wobec norm, jest bardzo odległy od dzisiejszych emocji elektoratu PiS. I odległy od zmasowanego ataku władzy na instytucje prawa, na autorytety.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej