Miastko jest ani wielkie, ani malutkie. Zrewitalizowany plac miejski, trochę przedwojennych budyneczków, garść bloków, peerelowska zabudowa jednorodzinna plus rozpełzające się przedmieścia z willami z architektonicznych gotowców. Ludzie pracują w usługach, drobnej produkcji, rolnictwie. Proletariat z ambicjami, klasa niższa średnia i lokalna elita – garstka przedsiębiorców, urzędników, nauczycieli. Przysłowiowy lekarz, aptekarz, notariusz. I Biedronka, rzecz jasna.

Miastka nie warto szukać na mapie.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej