Miastko jest ani wielkie, ani malutkie. Zrewitalizowany plac miejski, trochę przedwojennych budyneczków, garść bloków, peerelowska zabudowa jednorodzinna plus rozpełzające się przedmieścia z willami z architektonicznych gotowców. Ludzie pracują w usługach, drobnej produkcji, rolnictwie. Proletariat z ambicjami, klasa niższa średnia i lokalna elita – garstka przedsiębiorców, urzędników, nauczycieli. Przysłowiowy lekarz, aptekarz, notariusz. I Biedronka, rzecz jasna.

Miastka nie warto szukać na mapie. Znajdziemy jedno, na Pomorzu. Rozmiarami nawet pasuje – ale nie o nie chodzi. Miastko istnieje gdzieś na Mazowszu, ale ukrywa imię, bo może być wszędzie.

To symbol i ucieleśnienie Polski B, tej spoza Warszawy, Gdańska, Białegostoku czy jeszcze mniejszej Łomży.
...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej