Październik 2020 r., debata wyborcza między kandydatem Republikanów, urzędującym prezydentem Donaldem Trumpem a kandydatką Demokratów, gospodynią najpopularniejszego amerykańskiego talk-show, twórczynią medialnego imperium i najbogatszą czarną self-made woman Ameryki, Oprah Winfrey.

On, gestykulując, mówi o swym wielkim, największym w historii zwycięstwie w 2016 r. i o kolejnych zwycięstwach podczas swojej kadencji: obniżeniu podatków dla najbogatszych, zniesieniu ubezpieczeń medycznych Obamacare i zastraszeniu Kim Dżong Una swoim „większym i dużo silniejszym” atomowym guzikiem. Zapewnia, że sukcesów byłoby więcej, gdyby nie totalny sprzeciw totalnej opozycji i nieudolni sojusznicy.

Ona spokojnie wygłasza kolejne inspirujące przemówienie z gatunku tych, które zapewniły jej nominację. Trochę o trudnym dzieciństwie, trochę o gigantycznym sukcesie, ale najwięcej o tym, że Amerykanie, jeśli tylko się postarają, zostaną „najlepszą wersją siebie”. - Time’s Up, czas rządów brutalnych i egoistycznych mężczyzn, którzy wykorzystują kobiety i z pogardą traktują mniejszości, właśnie się kończy. Ameryko, stać cię na więcej! - Oprah unosi ręce do samego nieba. Widownia płacze. Trump próbuje coś bełkotać, ale zagłusza go huraganowy aplauz.

Jako widz chciałabym ten show zobaczyć. Ale jako obywatelka świata, w którym Ameryka wciąż pełni funkcję najpotężniejszego mocarstwa, zdecydowanie nie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Oprah Winfrey na prezydenta USA w 2020? "Z pewnością by to zrobiła"

Oprah przemawia na rozdaniu Złotych Globów

Pomysł, żeby to Oprah reprezentowała Demokratów w najbliższym wyścigu o Biały Dom, to efekt płomiennej przemowy, którą wygłosiła na niedzielnym rozdaniu Złotych Globów. W tym roku Globy, podobnie jak w zeszłym, były bardzo polityczną imprezą. Tym razem jednak głównym tematem nie był Trump, ale ruch #MeToo i jego dziecko - Time's Up. Pierwszy ujawnił skalę molestowania seksualnego nie tylko w Hollywood, drugi jest inicjatywą mającą wspomagać finansowo ofiary - zwłaszcza te anonimowe, bez pozycji i sztabu prawników. W geście solidarności z kobietami, które dotknęło molestowanie, uczestniczki gali ubrały się na czarno.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej