Eleganckie oprawki okularów, szarm, obycie i umiejętność negocjacji. W kieszeni dyplom MBA, studia w Hamburgu z prawa europejskiego, staż w Bundesbanku. Biegły angielski.

To nowy polski premier.

W PiS mówią, że Mateusz Morawiecki nie zastąpiłby Szydło, gdyby nie strach Kaczyńskiego przed skutkami katastrofalnej pozycji Polski w Unii Europejskiej i chaosu w polityce gospodarczej.

Przeforsował kandydaturę bankowca mimo rozpaczliwego sprzeciwu działaczy PiS i wielu ministrów w rządzie. I mimo ostrej walki samej Beaty Szydło o zachowanie stanowiska.

Rozciągnięta na wiele dni operacja skutecznie odciągnęła uwagę od kolejnego etapu demontażu państwa prawa przez PiS: przepchnięcie ustawy o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa i nowej ordynacji.

Wszyscy zajmują się upadkiem Szydło, a nie upadkiem polskiej demokracji.

To trzeci powód, dla którego Morawiecki został teraz premierem.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej