Spotkanie z autorem w najbliższy poniedziałek. Rejestracja tutaj

Adam Zagajewski - ur. w 1945 r., poeta, eseista i prozaik. Jeden z najbardziej cenionych polskich pisarzy na świecie. Wielokrotnie nagradzany, ostatnio dostał prestiżową Nagrodę Księżniczki Asturii. Właśnie ukazały się jego eseje „Poezja dla początkujących” (Zeszyty Literackie)

Donata Subbotko: Barbarzyńcy przyszli?

Adam Zagajewski: Barbarzyńcy, zupełnie inaczej niż w słynnym wierszu Kawafisa „Czekając na barbarzyńców”, w którym zatrzymali się na granicy, byli tu już od dawna, tylko udawali, że są Europejczykami, specjalistami od filozofii starożytnej, uczniami Tischnera, absolwentami Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Na początku rządów PiS ostrzegł pan, że połączenie nacjonalizmu, populizmu, kłamstwa i autorytaryzmu zsumuje się w faszyzm.

- Mamy duży kłopot z nazewnictwem. Jest w tym energia, chwilami przypomina faszystowską, ale świat patrzy uważnie – i proszę, nie można nawet zbudować porządnych obozów koncentracyjnych. Jest silna ksenofobia, ale nie można wyraźnie powiedzieć, o których obcych chodzi. Pewne rzeczy się skompromitowały. Pragnienie odnowienia dyktatury przy tak wielu zakazach to bardzo nieprzyjemna sytuacja dla nowych dyktatorów. Można im współczuć.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Idzie brunatna fala. Nie można już zamykać oczu i powtarzać, że nic się nie stało

Widzę, że stara się pan ich zrozumieć.

- Po to żyjemy, żeby próbować zrozumieć. Ale powinno nam wystarczyć to, co mówią wszyscy wybitni polscy prawnicy, zdanie poety jest zbędne: nie jest to już państwo praworządne. Chociaż stale mnie ktoś pyta na wieczorach autorskich, jaka jest rola poety w takich czasach jak dzisiaj.

Wrócił pana stały dylemat - solidarność czy samotność?

- Tak. Poeta - może nie tylko poeta - ma dwa sprzeczne obowiązki. Z jednej strony powinien, moim zdaniem, zasygnalizować swoje stanowisko polityczne. W takich momentach, kiedy dzieje się coś złego, trzeba mówić. Z drugiej strony musi też za wszelką cenę bronić świata wewnętrznego, dać ludziom do zrozumienia: polityka to nie wszystko, nie zredukujcie swojego życia do odpowiadania na to, co zrobi pewna niesympatyczna partia polityczna. Jest jeszcze cały bogaty świat sztuki, tej odziedziczonej i tej powstającej dzisiaj. Świat sztuki, literatury, myśli, dla wielu też religii.

Kiedyś napisał pan wiersz „Prawda” ze słowami: „Odmów podania ręki temu człowiekowi/ wyprostuj się osusz tampon języka”, i dalej: „powiedz prawdę do tego służysz w lewej ręce/ trzymasz miłość a w prawej nienawiść”. Może wraca czas, w którym wypada się jasno opowiedzieć? To nie kwestia polityki, ale wartości.

- Absolutnie tak. Ale to delikatna sprawa. Nie można nikogo zmuszać, żeby wypowiadał się politycznie. Są artyści organicznie niezdolni do tego, żeby wyjść ze swojego wewnętrznego świata i zająć się czymś zewnętrznym; trzeba to uszanować.

Ogląda pan telewizję? Czy zamyka się pan jak Rilke w zamku i pisze elegie?

- Co drugi dzień oglądam „Fakty” w TVN. Słucham przy śniadaniu Radia TOK FM. Czasem zdarza się, że usłyszę wiadomości radia reżimowego: tam każda „informacja” ma ostrze ideologiczne, jest przeciwko komuś.

Sam nie chcę się zajmować publicystyką polityczną, to nie moja dziedzina, jednak zdecydowałem, że muszę wyraźnie zaznaczyć, że sprzeciwiam się temu, co się dzieje. Ale jest i wiele innych prac. Teraz wyszedł zbiór moich szkiców „Poezja dla początkujących”, w którym tylko jeden tekst odnosi się do polityki, inne zupełnie nie. Ja wierzę w spokojną rozmowę, bliska mi jest tradycja humanizmu. Wierzę w literaturę.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej