Grzegorz Uzdański – pisarz, autor powieści „Wakacje” (2016). Na Facebooku prowadzi stronę „Nowe wiersze sławnych poetów”

Spotkałem go w piwiarni, która byłaby zadymiona, gdyby kilka lat temu – ku szczeremu oburzeniu podobnych mu obijbruków – w całej Polsce nie wprowadzono zakazu palenia w miejscach publicznych.

– Kapitanie! – huknął, okraszając zawołanie zwyczajowym przekleństwem. Kilka chwil później siedzieliśmy przy ciasnym stoliku nad kuflami rozwodnionego piwa.

Mówiono o nim Silny, a owo przezwisko tak się z nim zrosło, że nie pamiętałem nawet, jak ma na imię. Dlaczego go tak przezwano?

Niewątpliwie miał mocną sylwetkę, szerokie bary i napompowane na osiedlowych siłowniach bicepsy. Ale przecież nie odróżniał się tym od licznych kamratów. Czym więc zasłużył na ten przywilej? Może szło o niebywałą, niesłabnąca energię jego iście gargantuicznej wymowy? Oczy błyszczały mu niezdrowo, nie mówił, lecz terkotał w jednostajnie obłędnym tempie. Nie miałem wątpliwości, że jest pod wpływem kokainy. Ale cóż takiego rozpalał w nim ten biały proszek, będący wszak tylko chemicznym wspomagaczem mrocznych sił ludzkiego ducha? Cóż, pewną wskazówką był temat jego monologu. Silny narzekał – jak zawsze – na kobiety.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej