Poznańskie Zawady. Sierpień, ostatnie dni wakacji. Jeden ze starszych chłopaków wyciąga skręta, częstuje 14-letnią Nikolę. – Uważajcie na nią, bo będzie dziś rzygała i robiła pod siebie – uprzedza, gdy Nikola już się słania na nogach.

W drodze do domu dziewczyna wymiotuje i traci przytomność. Pogotowie zabiera ją do szpitala. Diagnoza: ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie mózgu. Po ośmiu dniach Nikola umiera.

– Paliliśmy tylko marihuanę – przekonują znajomi. W organizmie Nikoli badanie wykazuje obecność THC, czyli tetrahydrokannabinolu, głównego składnika marihuany i haszyszu. Ale policjanci i lekarze nie mają wątpliwości: – Sama marihuana nie doprowadziłaby do tak ciężkiego stanu. Narkotyk mógł być zanieczyszczony lub dziewczyna wzięła coś...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.