Generał Oskar Potiorek był wielkim patriotą, człowiekiem głębokiej wiary, a jego serce przepełniała miłość do cesarza Franciszka Józefa. Na dworze w Wiedniu rozpatrywano jego kandydaturę na głównodowodzącego. W 1914 r., gdy kilku rozsądnych ludzi w otoczeniu cesarza próbowało powstrzymać wybuch wojny, Potiorek parł do niej w uniesieniu. Organizował marsze patriotyczne i pogromy ludności serbskiej w Bośni i Hercegowinie.

Miał powód. To on zameldował, że Sarajewo jest bezpieczne, i wsiadł do pojazdu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Po zamachu na następcę tronu obiecał cesarzowi: „Skoro przeżyłem w Sarajewie, gotów jestem zginąć, zdobywając Belgrad”. Mianowany dowódcą frontu bałkańskiego w ciągu miesiąca w trzech bitwach dostał tęgi łomot od Serbów, pozostawiając 200 tys. zabitych.

Nie klęski doprowadziły do dymisji generała. Potiorek postanowił stwierdzić, ile wody wypiera żołnierz z pełnym wyposażeniem. Zanurzał w beczce przerażonych żołnierzy, ale afera zrobiła się dopiero wtedy, gdy postanowił sprawdzić, ile wody wypiera oficer.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej