Schodzę w głąb toruńskiego sanktuarium Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II – świątyni ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka. Jest chłodno. Czarno-biało-złote wnętrze kaplicy Pamięci przywodzi na myśl waszyngtoński pomnik Weteranów Wojny w Wietnamie. Dominuje czarna ściana z nazwiskami – w tym wypadku to Polacy ratujący Żydów podczas okupacji. Setki imion, daty, całe rodziny. Na przykład Decowie z Hadli Szklarskich w powiecie przeworskim. Przygotowali w lesie schronienie, w którym ukryła się rodzina Szinfeldów. Niemcy odkryli bunkier, Małka Szinfeld na torturach wydała Deców. Teraz czterej mężczyźni z rodu sąsiadują na czarnej, marmurowej płycie z innymi sprawiedliwymi na literę „D”.

Kaplicę wirtualnie zwiedzisz TU

Jeszcze osiem lat temu główny twórca toruńskiej świątyni Andrzej Ryczek, były architekt miejski Torunia, aktualnie mieszkaniec New Jersey, zapowiadał, że ustawi w przyziemiu ołtarze-epitafia dla polskich bohaterów poległych w Katyniu, powstaniu warszawskim i pod Monte Cassino. Na antenie radia można było usłyszeć o „mauzoleum poświęconym wszystkim, co zginęli za ojczyznę”. A jednak w zeszłym roku w maju konsekrowano świątynię zawierającą... polskie Yad Vashem. Tych, co zginęli, ale nie za ojczyznę, tylko za Żydów.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej