Otwierała horyzonty w czasach, kiedy władza chciała je zamykać. Słuchacze Trójki mieli ten komfort, że wiedzieli, iż w swojej ukochanej stacji nie usłyszą nic, co powstawało w KC PZPR lub choćby było przez towarzyszy partyjnych inspirowane. Słuchacze Trójki byli wymagający, o wysokich kompetencjach językowych niezbędnych do czytania między wierszami. Trójka odwdzięczała się im lekkością, poetyckim wdziękiem i absurdalnym poczuciem humoru.

Poranne „Zapraszamy do Trójki” i popołudniowe „Zapraszamy do Trójki” to było prawdziwe radio, bo na żywo. I w prawdziwym kontakcie ze słuchaczami. Tu byli zawsze genialni prowadzący: Piotr Kaczkowski, Wojciech Mann, Robert Kantereit, Michał Olszański, Kuba Strzyczkowski. U nich słychać, że nie tylko potrafią mówić do słuchaczy, ale też potrafią usłyszeć, co słuchacze mówią do nich.

Mam wiele takich audycji, dla których włączałam właśnie Program 3. „Teatrzyk Zielone Oko” to były moje ulubione słuchowiska. Pamiętam sygnał audycji: skrzypiące drzwi. Kroki, dramatycznie się zbliżające. Metaliczny brzęk. Przeraźliwy krzyk kobiety. I wreszcie zapowiedź: „Tu Teatrzyk Zielone Oko. Emocja. Sensacja. Przygoda”. Ten sygnał nigdy się nie zestarzał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej