Polska dramatycznie pogorszyła relacje z najbliższymi do tej pory europejskimi sojusznikami. Francja została obrażona zerwaniem – z przyczyn politycznych – ważnego kontraktu na helikoptery i opowieściami o kraju, który nauczyliśmy jeść widelcem.

Niemcy urastają do największego przeciwnika w Europie, z którym do rozliczenia pozostały rachunki za II wojnę i 6 bilionów reparacji.

Z powodu konfliktu z Brukselą w galopującym tempie przestajemy być „ambasadorem i wzorem dla Ukrainy”. Polska PiS bez żalu porzuca linię Giedroycia, zakładając, że kwestie historyczne dotyczące rzezi wołyńskiej i dziedzictwa UPA są pierwszoplanowym problemem w obopólnych relacjach.

Z Rosją trudno było PiS pogorszyć stosunki

Ale są też państwa, z którymi rząd PiS relacje poprawił. Wyraźnie ociepliło się na linii Warszawa – Mińsk. Symbolem stały się słowa marszałka senatu Stanisława Karczewskiego, który podczas wizyty na Białorusi nazwał Aleksandra Łukaszenkę ciepłym człowiekiem. Wizyt w Mińsku było więcej, wicepremier Mateusz Morawiecki gorąco zachęcał tamtejszych biznesmenów do współpracy. Można odnieść wrażenie, że jest w tym głębszy zamysł: jeśli nie da się poprawić relacji z Rosją, trzeba rozmawiać z Białorusią, która jest furtką do Moskwy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej