Dorota Wellman – ur. w 1961 r., absolwentka polonistyki i historii sztuki. Dziennikarka radiowa i telewizyjna. W TVP 1 prowadziła program „Goniec”, potem z Marcinem Prokopem byli gospodarzami „Pytania na śniadanie”, razem przeszli do „Dzień dobry TVN”. W TVN Style miała program „Czytam, bo lubię”. Jej mąż Krzysztof jest fotografikiem, mają syna Jakuba. Ostatnio wydała z Karoliną Głogowską zbiór wywiadów „Jak być przyzwoitym człowiekiem?” oraz sama książkę „Być jak Pągowski” – rozmowę z mistrzem polskiego plakatu

Agnieszka Kublik: Ty też?

Dorota Wellman: Ja nie. Bo nie zezwalam na takie zachowania. Nasz kolega miał zwyczaj łapania kobiet za piersi. Dwiema rękami. Czy to były kobiety młode, starsze, z małym czy z dużym biustem, po prostu dopadał i łapał. Wszystkie uciekały z krzykiem. Czasami opowiadały o tej historii ze śmiechem. Ja sobie pomyślałam, że mnie to w ogóle nie bawi. Zastanawiałam się, czy i mnie się to przydarzy. I zdarzyło się. Tylko że ja nie stałam biernie, nie śmiałam się, nie mówiłam: „Oj, przestań, przestań”, tylko złapałam go za jaja i ściskałam tak długo, aż przestał dotykać moich piersi. A było to na Rynku w Krakowie, w samym centrum miasta. I długo ukręcałam to, co miał na dole, żeby go porządnie zabolało. Wiem, że trzeba się zdecydowanie zachować i wyraźnie powiedzieć „nie”.

Akcja #MeToo to prawdziwa zmiana czy chwilowa ekscytacja? Rzeczywista rewolucja czy wirtualna?

- Szkoda by było, żeby to przebudzenie skończyło się hollywoodzkim filmem z happy endem.

Który zrobią mężczyźni.

- A kobiety zagrają bardzo ładne role. Rozbierane. Niskopłatne, rzecz jasna. Nie możemy być stadem pokornych owiec, bo pójdziemy na rzeź.

PRZECZYTAJ TAKŻE: #JaTeż. Weinsteinowie, wasz czas dobiegł końca

Ciekawe, ile Harvey Weinstein zapłacił w 2005 r., by artykuł Sharon Waxman, młodej dziennikarki „New York Timesa”, o nim i jego ofiarach, już gotowy do publikacji, nie ujrzał światła dziennego? Tamten tekst został zablokowany po interwencjach aktorów Matta Damona i Russella Crowe'a, a także po osobistej interwencji Weinsteina, który był zresztą ogłoszeniodawcą tej gazety.

- Weinsteina zapewne stać na milion dolarów, a nawet i na więcej. Teraz uświadamiam sobie, jak się musiały czuć te kobiety, które wtedy, przed tylu laty, zdecydowały się po raz pierwszy wyznać gazecie prawdę o Weinsteinie. A potem nagle okazało się, że cyk-mik i tego tekstu nie ma. Po raz kolejny zostały skrzywdzone. Przez układ. Który istnieje przecież nie tylko w Hollywood.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej