Co ksiądz pomyślał, kiedy Piotr Szczęsny podpalił się na placu Defilad?

Ks. Adam Boniecki: Pierwsze było wspomnienie podpaleń z czasów komunistycznych. Gest Jana Palacha wstrząsnął światem, była to manifestacja tak niezwykle mocna, że do nikogo nie trafiały usiłowania propagandy, żeby sprowadzić to wszystko do szaleństwa, do stanu psychicznego.

Władza samospalenie Piotra Szczęsnego zignorowała.

To jest tak mocny znak protestu, że właściwie nie można przejść wobec niego obojętnie. Do mnie szybko dotarło, że on nie był fanatykiem ani szaleńcem. To nie było spowodowane przyczynami psychiatrycznymi, to był człowiek bardzo serio myślący.

Tak straszliwy protest musi uświadomić każdemu, kto posługuje się słowem i organizuje życie społeczności, jakie oddziaływanie na konkretnych ludzi mają wszelkie decyzje dotyczące państwa. Jeśli choć trochę liczy się dla nas człowiek, to działając publicznie - na wszystkich szczeblach, nawet pisząc w gazecie - trzeba sobie zdawać sprawę, że my wysyłamy te sygnały do ludzi, którzy mają wrażliwość często większą niż nasza.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej