Piotr ma 54 lata, jest chemikiem, członkiem stowarzyszenia MENSA Polska. Mieszka w Małopolsce. Pracuje jako szkoleniowiec w organizacji pozarządowej, żona jest farmaceutką. Małżeństwem są od ponad 30 lat. Mają dwoje dorosłych dzieci, oboje na studiach doktoranckich.

W czwartek 19 października Piotr przyjeżdża do Warszawy. W środku dnia pod Pałacem Kultury oblewa się chemikaliami i podpala.

Na miejscu pozostawia manifest: „Nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę, że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa”.

Mężczyzna leży w szpitalu, ma poparzone 60 proc. ciała.

Jego żona nie chce podawać imienia, próbuje chronić resztki prywatności rodziny. Ale rozmowę o mężu uważa za swój obowiązek.

PRZECZYTAJ TAKŻE: O Piotrze, który oddał się opozycji w ofierze. Po samopodpaleniu pod Pałacem Kultury

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej