Wielu liberalnych wyborców mierzi przesłodzona rządowa opowieść, która wszystkie dane podporządkowuje jednemu propagandowemu celowi: przekonaniu Polaków, że PiS uszczęśliwił niemal całe społeczeństwo i sam, bez pomocy poprzednich ekip, dokonał wielkiego skoku cywilizacyjnego.

Tymczasem bezbolesne wprowadzenie 500+ było możliwe dzięki obecnej koniunkturze na świecie, dzięki temu, że poprzednia ekipa rządowa zostawiła finanse publiczne w przyzwoitym stanie i zakończyła urzędowanie niezłym wzrostem gospodarczym na poziomie 3,9 proc. PKB. Tak, po dwóch falach kryzysu finansowego na świecie 2015 rok to był ten moment, w którym Polska mogła sobie pozwolić na kompleksowy program socjalny bez dramatycznych strat.

Jednak po drugiej stronie barykady słychać całą litanię zarzutów pod adresem 500+. Nowoczesna ogłasza, że ten program zlikwiduje, a wprowadzi jeszcze wyższe ulgi na dzieci. Ryszard Petru stwierdził, że w Polsce program wsparcia dla rodzin nie może być realizowany z takimi defektami. Platforma 500+ likwidować nie chce, ale jej plany nie są sprecyzowane: raz chce go ograniczać, innym razem - rozszerzać. I zgłasza sporo zastrzeżeń, podobnie jak wielu ekspertów zajmujących się polityką społeczną.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej