– Panie prezesie, ma pan kota. Cały kraj wie, że lubi pan zwierzęta. Jeśli zmaltretowane zwierzę zostanie odebrane oprawcy, a sąd skarze go, powiedzmy, na trzy lata, to po upływie tego zakazu zwierzę musi wrócić do oprawcy – poseł Suski z PO mówi bezpośrednio do Jarosława Kaczyńskiego i namawia PiS do poprawki, która zlikwiduje błąd w rządowej noweli do ustawy o ochronie zwierząt.

Kaczyński prosi o pięć minut przerwy, każe szukać winowajcy.

– Kot ma siłę! – cieszy się poseł Dunin z PO.

– Patryk próbował tłumaczyć, że niby to nie on, tylko ktoś inny. Ale dostał opiernicz od Jarka. Nabruździł sobie przez te zwierzęta.

Patryk Jaki, 32-letni wiceminister sprawiedliwości, nie musi jednak drżeć przed kotem. Zbyt ważne zadania ma do wykonania.

Patryk Jaki uwielbia siebie w mediach

Jego komisję weryfikacyjną, która rozlicza warszawską reprywatyzację, Platforma Obywatelska nazywa „czerezwyczajką”. Prawnicy alarmują, że łączy uprawnienia władzy wykonawczej i sądowniczej. Ale analizy paragrafów zwykłych ludzi mało obchodzą.

Reprywatyzowane – często w skandalicznych okolicznościach – stołeczne nieruchomości wyceniane są na 20-40 mld zł. Kupcy roszczeń, którzy nie mają nic wspólnego z przedwojennymi właścicielami, są bezwzględni dla lokatorów przejmowanych mieszkań komunalnych – drastycznie podnoszą czynsz, wyrzucają ich na bruk.

– W tej mafii uczestniczyli ludzie wysoko postawieni w hierarchii społecznej, to pokazuje stan tzw. elit – grzmiał Jarosław Kaczyński. – Bonzowie w białych kołnierzykach, którzy działają bez kija bejsbolowego, ale równie brutalnie jak przestępcy, nabijają sobie konta – dodawał Zbigniew Ziobro.

Patryk Jaki – politolog po studiach zaocznych, który w wieku 30 lat został wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PiS – nie mógł przepuścić takiej okazji. Komisję weryfikacyjną wymyślił sam. Żadnemu z posłów PiS nie przyszło do głowy, że reprywatyzacja to samograj, żeby zgrillować rządzącą w stolicy PO i nabić „dobrej zmianie” punktów w sondażach.

Gdy w maju 2017 r. odbiera nominację na przewodniczącego powołanej przez Sejm komisji weryfikacyjnej, tego samego dnia CBA zatrzymuje kupców roszczeń i ich prawników. „Będą musieli się stawić przed całym narodem, a państwo przestanie być bezsilne” – zapowiadał wiceminister.

Komisja Jakiego ogłasza obalenie kolejnych reprywatyzacji, nie zważając na to, że zwrot niektórych nieruchomości już wcześniej zablokował ratusz rządzony przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. TVP relacjonuje wielogodzinne przesłuchania, zaprasza komentatorów, kręci reportaże, a w wieczornych „Wiadomościach” wiceminister z zapałem tłumaczy, czego dokonał. Ma ulubione zdanie: „Gdyby nie prezydent Warszawy, sądy za PO, prokuratura za PO [winnych wstawia zależnie od kontekstu], to nie musiałbym ślęczeć nad dokumentami albo siedzieć teraz w telewizyjnym studiu” (to oczywiście kokieteria, bo Patryk Jaki uwielbia siebie w mediach).

Zwykle dodaje coś o przyzwoitości w polityce, nieformalnych układach, którym patronowała PO. Mówi, że dla prawa nie ma równych i równiejszych.

„Patryk Jaki jest jak Kapitan Bomba”

Drugi tydzień września, czwartek przed południem. TVP Info ustawia kamery przy Poznańskiej 14. Lokatorzy siadają na wersalce w pomarańczową kratę, zaczyna się wspólne oglądanie. Kilkanaście ulic dalej, w gmachu Ministerstwa Sprawiedliwości, Jaki czyta werdykt w sprawie ich kamienicy: „prezydent Warszawy nie dochował należytej staranności”, „prezydent nie sprawdził”, „decyzje reprywatyzacyjne wydane z rażącym naruszeniem prawa”.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej