Kim byłby Zbigniew Boniek bez trzeciego miejsca na piłkarskim mundialu w 1982 r.? Za drużyną Piechniczka fani przyjechali do Hiszpanii z transparentami „Solidarności”. Kim byłby Kazimierz Deyna bez eksplozji Orłów Górskiego osiem lat wcześniej? Obaj na tamtych pamiętnych turniejach zapracowali na podium Złotej Piłki, plebiscytu na najlepszego piłkarza roku.

Czytając książkę nieżyjącego już Eduarda Galeano „Blaski i cienie futbolu”, można sobie zdać sprawę, że to właśnie w finałach mistrzostw świata polscy piłkarze zapracowali na swoje miejsce w historii. Urugwajski pisarz wspomina Pelégo, Garrinchę, Maradonę, Cruyffa i innych gigantów, wśród których Boniek z Deyną nie są anonimowi. Nawet z perspektywy kogoś urodzonego w Montevideo.

Ernest Wilimowski i buty Leonidasa

Wobec przeciętności klubów to przede wszystkim reprezentacja kraju pracowała na status polskiej piłki. Od pięknego debiutu w mistrzostwach świata 5 czerwca 1938 r. w Strasburgu.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej