*Adam Zagajewski – ur. w 1945 r., poeta, eseista, prozaik. W latach 1982-2002 na emigracji we Francji. Redaktor i autor „Zeszytów Literackich”.

Spotkanie z udziałem autora odbędzie się 11 grudnia o godz. 19.00 w siedzibie „Gazety Wyborczej”, ul. Czerska 8/10. Rejestracja na spotkanie tutaj

Nie ulega wątpliwości, że intelektualiści, artyści i pisarze Europy Środkowo-Wschodniej przyczynili się do upadku sowieckiego totalitaryzmu. Ich idee znane były w przestrzeni publicznej, ich odwaga bywała inspirująca. Zdarza się, że intelektualiści, chwiejni, posługujący się nieraz abstrakcyjnym językiem, nieżyciowi, skłonni do konformizmu, stają się postaciami nieco karykaturalnymi, lecz ludzie tacy jak Václav Havel czy Leszek Kołakowski byli inni. Rzecz jasna, to nie idee same w sobie uwolniły nas, były jednak ważnym składnikiem pośród innych metod działania.

Jaki to smutny paradoks, że teraz, w zjednoczonej Europie, przechodzącej co prawda poważny kryzys, lecz przecież kierującej się demokratycznymi zasadami, w Europie, o której niegdyś marzyliśmy tylko, a której parlament możemy teraz swobodnie wybierać, intelektualiści są bardziej bezradni niż dawniej, w złych czasach. Najwyraźniej pod niektórymi względami łatwiej było występować przeciwko Komitetowi Centralnemu niż teraz przeciw wielkim, niemym liczbom, przeciw ciemnym stronom kapitalizmu czy ponurym nacjonalizmom.

W moim kraju – lecz podobne rzeczy mogą się wydarzyć lub nawet wydarzyły się już w innych krajach – jesteśmy świadkami niebezpiecznego zjawiska. Oto do władzy doszło nacjonalistyczne, ksenofobiczne ugrupowanie głoszące potrzebę obrony „tradycyjnych wartości” wobec inwazji „nowoczesności” i konieczność wzięcia pod ochronę tego, co „lokalne” i zagrożone przez wartości importowane z zagranicy.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej