Partia Aung San Suu Kyi wygrywa wybory w 1990 roku

Miała rację, gdy 26 sierpnia 1988 r., przemawiając do pół miliona ludzi przed ranguńską pagodą Szwedagon – ona, polityczna nowicjuszka, silna jedynie legendą swego ojca, zamordowanego twórcy niepodległości Mjanmy – wezwała ich równocześnie do nieustępowania w walce o demokrację i do niesięgania w walce tej po przemoc. Zbrojną partyzantkę armia by wytłukła lub zhołdowała, jak to zrobiła ze wszystkimi powstaniami mniejszości narodowych. A rachuby na dojście do władzy bardziej liberalnych generałów mogłyby się wprawdzie spełnić, lecz z korzyścią przede wszystkim dla samych generałów, nie narodu. Dwa lata później jej Narodowa Liga na rzecz Demokracji zdobyła 392 z 492 miejsc w parlamencie; partia generałów zdobyła dziesięć.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kim jest Aung San Suu Kyi?

Ale w odpowiedzi na rezultat wyborów wojskowa Państwowa Rada Utrzymania Ładu i Porządku ogłosiła stan wojenny. Tysiące ludzi zginęły, tysiące trafiły do więzień lub na emigrację. Ją zamknięto w areszcie domowym, w którym spędzić miała 16 lat, i intensywnie namawiano, by dogadała się z wojskiem. Odmówiła. Żądała, by wojsko najpierw uznało wyniki wyborów, a potem negocjowało z demokratycznie wybranym rządem.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej