Jeśli Jarosław Kaczyński jest – jak twierdzą niektórzy – przedstawicielem polskiego romantycznego mesjanizmu, to jest to mesjanizm daleki od Adama Mickiewicza.

Mickiewicz to piewca Polski różnorodnej, której mieszkańcy kłócą się, spierają, ale koniec końców razem tańczą poloneza.

Tymczasem Kaczyński jest z Juliusza Słowackiego, który wszystkich nas, potomków „czerepu rubasznego”, chciał przerobić ze zjadaczy chleba w aniołów.

Polska, zgodnie z ideą Joachima Lelewela kraj ludzi noszących w sobie gen swobody, ma się wedle Jarosława Kaczyńskiego stać samotną wyspą w europejskim multi-kulti, a silne państwo ma chronić społeczeństwo przed wpływem gnijącej kultury Zachodu oraz nosicielami pierwotniaków i bakterii.

W dwóch ostatnich wywiadach dla tygodnika „Sieci Prawdy” oraz w „Gazecie Polskiej” zarysował zaskakująco otwarcie i szeroko plan budowy nowego państwa – bezkrwawej rewolucji. Jej skutki miałyby przypominać to, co zrobił kanclerz Otto von Bismarck, twórca niemieckiej II Rzeszy w 1871 r.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej