Paweł Droździak – psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny, współautor książki „Blisko, nie za blisko”

Krystyna Romanowska: Październik przed nami. Znów Polacy wyjdą na ulice. Wyjdą?

Paweł Droździak: Chciałbym się na początku umówić, że to nie jest rozmowa o bieżącej polityce, tylko o funkcjonowaniu jednostek i grup, oparta na przykładzie naszego tu i teraz.

A więc ludzie nie przestaną wychodzić. Wizja świata obecnej władzy jest bardzo spójna, więc każdy poważniejszy ruch odnosi się do sfery wartości albo sfery estetyki. A to rzeczy niedyskutowalne, czyli podział powinien się pogłębiać.

Na ilu manifestacjach pan był i jakie z nich wyciągał wnioski?

– Obserwowałem kilka. Te ostatnie, przeciwko likwidacji niezależnego sądownictwa, miały wyraźnie większą energię niż wcześniejsze, organizowane na przykład przez KOD. Wtedy w ludziach był pewien niepokój, ale natury ogólnej, niejasny. Tu mieliśmy konkret, jasny punkt odniesienia, który mobilizował i pozwalał nadać wyraziste formy. Więcej młodych ludzi, więcej emocji – i nowy styl, szczególnie w tej demonstracji przed Sądem Najwyższym. Milczący tłum ze zniczami, fortepian, świadoma rezygnacja z transparentów. Wyraźnie czuć było różnicę w nastroju.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej