Mark Zuckerberg ma 96 864 717 obserwatorów na Facebooku (stan z 27 września). Dzieli się z nimi intymnymi szczegółami. Bardzo długo starali się z żoną o dziecko. Pokazuje światu, jak córeczka stawia pierwsze kroki. Opowiada, jak zrobić najpyszniejszy grill. Czyli z pozoru zachowuje się jak każdy normalny fejsbukowicz. Tyle że Zuckerberg profilu nie prowadzi sam. Zlecił to kilkunastu specjalistom – moderatorom, menedżerom komunikacji, zawodowym fotografom i filmowcom.

Co roku twórca Facebooka ogłasza też na Fejsie nowy cel, który sobie stawia, a później zdaje relację z postępów. A to postanowił nauczyć się chińskiego, a to ogłosił, że zbuduje sobie robota służącego. Morgan Freeman użyczył maszynie głosu.

W tym roku Zuck – jak mówią nie tylko znajomi – podróżuje przez USA. Celem jest odwiedzenie wszystkich 50 stanów i poznanie w realu zwykłych ludzi. Zaliczył już ponad 30 stanów, właśnie jedzie przez Delaware. Do 23 listopada, kiedy wypada Święto Dziękczynienia, ma zaplanowanych kolejnych sześć.

Z pozoru też nic wielkiego. Gość ma czas i pieniądze, odwiedził niemal wszystkie kraje świata – dlaczego nie miałby z bliska poznać swojego własnego? Tyle że podróż od A do Z zaplanował mu niejaki David Plouffe, szef kampanii wyborczych Baracka Obamy. Dokumentuje ją były prezydencki fotograf. Jak się zachować i co mówić, radzi Zuckowi Joel Benenson, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Hillary Clinton i Obamy, a obstawa wycieczki wygląda wypisz wymaluj jak ekipa Secret Service ochraniająca głowę państwa. Relacje z podróży przypominają wyborcze reklamówki – uściski dłoni z farmerami, robotnikami w fabrykach, nafciarzami przy szybach wiertniczych, przytulenia z ofiarami huraganów, obiady w barach w małych miasteczkach itd. Po drodze szef Facebooka rzuca sloganami: „Ludzie ufają ludziom, a nie instytucjom”.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej