Michał Olszewski: Liczyłeś, ile miejsc odwiedziłeś przez ostatnie sześć lat, po nałożeniu na ciebie przez prowincjała zakazu występowania w mediach?

Adam Boniecki: Dokładnie nie pamiętam. Zdaje się, że przez pierwszy rok było ich ponad 100.

Olecko, Wałbrzych, Londyn, Bolesławiec, Żywiec, Szczecin, Berlin, Lubaczów, Kadzidło... Do 2014 r. ponad 200, potem nikt już nie liczył. Ruszyłeś w drogę, bo ludzie chcieli się z tobą spotykać. Tylko w Łomiankach nie doszło do spotkania, bo miejscowy proboszcz zagroził bojkotem. A w Kielcach lokalna gazeta napisała: „Nie taki straszny, jak go malują”.

– Było jeszcze 100 tys. km na liczniku przez pierwsze trzy lata. Ale nie jestem męczennikiem – niektórzy traktują mnie...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej