Jestem Miłoszem, Miłoszem być muszę,
Będąc Miłoszem, Miłoszem być nie chcę
Miłosza w sobie zabijam ażeby
Bardziej Miłoszem być...


Parodiował Gombrowicz Miłosza, wkładając ów wierszyk w usta Szekspira. Przypomniało mi się to, gdy przeczytałem o hamletyzowaniu Ministerstwa Edukacji w sprawie obecności noblisty na liście lektur. Nie wiadomo w końcu, czy Miłosz będzie, czy nie będzie. W podstawie programowej go nie ma, ale ministerstwo zapewnia, że musi być, bo Miłosz to Miłosz. To dlaczego nie ma? Nasz system edukacji za PiS-u Miłosza w sobie zabija, ażeby bardziej z Miłoszem być...

Kiedyś Ministerstwo Edukacji z inicjatywy dzisiejszego ulubieńca liberalnych mediów Romana Giertycha usuwało Gombrowicza, robiąc mu pośmiertną przyjemność i doskonałą reklamę. Kto wie, może i dziś resort bardziej pomaga Miłoszowi, niż szkodzi. W końcu tak łatwo zarżnąć nawet najlepszego pisarza, gdy się zmusza uczniów do czytania go. Ale nie ma co się pocieszać, bo taka reklama trafi do nielicznych, a reszta nawet o nobliście nie usłyszy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej