Na początku „Zniewolonego umysłu” ojciec cytuje starego Żyda: jak dwóch się kłóci, a jeden ma 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać. Jeśli jeden ma 60 procent racji, też ślicznie. Jeśli jednak sądzi, że ma 75 procent racji – no, to już bardzo podejrzane. A kto twierdzi, że ma 100 procent racji, ten jest ostatnim łajdakiem

Donata Subbotko: Dlaczego prawicowi politycy tak go nie lubią? Co Miłosz im zrobił?

Anthony Miłosz: Nic im nie zrobił.

Po pierwsze, jako poeta o orientacji duchowo-religijnej uważał, że czysta polityka to nie jego działka. Nie chciał być niczyją maskotką. A kto krzyczy, nic nie słyszy.

>> Wraca Miłosz. Brońmy Kapuścińskiego

Komunistom narobił sporo kłopotu w okresie stalinizmu, pisząc „Zniewolony umysł”. Tę książkę do tej pory czyta cały świat, ukazała się nawet w Chinach. To dalej jest świadectwo, które ujawnia, jak ludzie dali się opętać przez marksizm. Jak pisarze, których znał, dopasowywali się do władzy – niektórzy pod wrażeniem, inni pod presją panującej ideologii. Ale nawet tam ojcu chodziło nie tyle o politykę, ile o wymiar ludzki. Najważniejsze dla niego było zrozumieć czynniki osobiste i historyczne, metody manipulacji – i pomóc innym nie dać się nabierać na takie bajeczki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej