Według Jarosława Kaczyńskiego „strategia Morawieckiego” to historyczny przełom. Według Leszka Balcerowicza to projekt poroniony. Żaden z nich nie ma racji.

Propozycja nowej polityki społeczno-gospodarczej budzi tyleż nadziei, ile obaw. Jej ocena nie może być po prostu „ekspercka”, będzie zależna od tego, przez pryzmat jakich wartości spojrzymy na suflowane propozycje. Ja spojrzę przez tradycyjnie socjaldemokratyczne okulary.

„Strategia odpowiedzialnego rozwoju” zajmuje 418 stron. Bardzo pojemnych, gdyby były standardowego formatu, objętość pewnie zbliżyłaby się do tysiąca. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że owa szczegółowość czyni dokument konkretnym i jednoznacznym. Przeciwnie, utrudnia uchwycenie tego, co w programie gospodarczym najważniejsze.

Aby zrozumieć uwarunkowania obecnego sporu o model ustrojowy w gospodarce, trzeba uwzględnić szeroki historyczny kontekst. Polska transformacja dokonywała się zgodnie z wytycznymi ekonomii neoliberalnej. Egzekutorami były środowiska dawnej liberalnej opozycji (przede wszystkim Unii Demokratycznej / Unii Wolności i PO) oraz liberalne środowiska wywodzące się z partii komunistycznej ( SdRP/SLD), ale także „prawica” w znacznej mierze akceptowała ten wybór. Generalnie nie zakwestionowały go ani AWS, ani rząd PiS. Na przełomie wieków tą drogą podążały prawie wszystkie kraje. Wszędzie też było generalne przyzwolenie społeczne na neoliberalną politykę. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej punktem odniesienia był system komunistyczny, na Zachodzie – perturbacje końca lat 70.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej