Miesiąc temu podczas meczu Spartak – Lokomotiw na trybunach pojawił się spory transparent: „Uczitielu, ręce precz od rosyjskiego cara!”.

To akurat ciekawy głos w ogólnokrajowej debacie o tym, czy ostatni monarcha Rosji był prawiczkiem do ożenku, czy też czystości nie dochował. Ci sami kibole, którzy siali zgrozę w czasie ubiegłorocznego Euro we Francji, bijąc tam, kogo popadło, i demolując, teraz bronią dobrego imienia cnotliwego ich zdaniem Mikołaja II przed reżyserem Aleksiejem Uczitielem.

Jego film, okrzyczany jako obrazoburczy, opowiada o gorącym romansie uznanego przez Cerkiew za świętego ostatniego władcy z frywolną Polką, primabaleriną Matyldą Krzesińską.

Stadionowi chuligani czują pismo nosem. Atak na reżysera bluźniercę będzie im zapisany. A potrzebują tego. Bo władza, która nie kryła uznania dla ich wyczynów we Francji („200 kibiców dało w skórę tysiącom Anglików” – mówił Władimir Putin), nie życzy sobie takich popisów w czasie przyszłorocznego mundialu na rosyjskiej ziemi. Energicznie pacyfikuje więc kiboli. A oni kombinują, że odmienią swój los, zyskają przychylność Cerkwi i przywódców kraju, jeśli dokopią autorowi „Matyldy”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej