Mieszkanie na Żurawiej jest piękne, sądząc po drzwiach wejściowych, ale co w środku, w czwartek – przed kolejnym protestem organizowanym przez ludzi pracujących za tymi drzwiami – zobaczyć się nie da. Praca i każda minuta na wagę złota.

Wieczorem każda z sześciu młodych osób, doświadczonych na tyle, na ile może być doświadczony dwudziestokilku- czy trzydziestolatek, w samej tylko Warszawie wyprowadzi na ulicę przynajmniej po tysiąc ludzi. – Więcej niż jakikolwiek polityk – podkreślają.

W kontaktach z wielką polityką są ostrożni. Unikają znanych szyldów. Mają tu za tymi drzwiami przekonanie, że takie kontakty mogą im jedynie zaszkodzić. – Rzeczywistość w Polsce jest dziś tak zakłamywana, że człowiek, który powinien być dumny ze swojej rodziny, swojego pochodzenia, obawia się być obrzucony inwektywami „uprzywilejowanego dziecka nomenklatury III RP” i woli pracować na swoje konto od zera – tłumaczy aktywista Akcji Demokracji.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej